KSW

Nowy cykl od KSW „Po Godzinach”. Pierwszy gość – Artur Sowiński!

on

W nowym cyklu materiałów, które będą pojawiać się na stronie KSW postaramy się przybliżyć sylwetki zawodników walczących dla organizacji, ale pokazując je od nieco innej strony niż ta, która związana jest z mieszanymi sztukami walki. Będziemy więc prezentować pasje fighterów i ich zainteresowania, pokazywać czym zajmują się, gdy opuszczą salę treningową lub okrągłą klatkę organizacji.

Otwarcie cyklu zaczynamy od rozmowy z Arturem Sowińskim, byłym mistrzem KSW w wadze piórkowej, który ma na swoi koncie już trzydzieści stoczonych walk, a w wolnych chwilach gra w zespole rockowym Lao Karma. Co jednak jeszcze lubi robić Artur? Dla odprężenia na przykład wchodzi na kort tenisowy.

– Tata chciał zrobić ze mnie tenisistę. Nie było w tym nic zaskakującego, bo on nie tylko kocha ten sport, ale sam jest bardzo dobry na korcie. Chciał więc to zamiłowanie przelać na mnie i częściowo mu się to udało, do dziś bowiem lubię grać w tenisa i muszę przyznać, że jestem całkiem niezły, ale mimo to, mój ojciec i tak mnie zawsze ogrywa (śmiech). Gdy jestem na roztrenowaniu staram się grywać z tatą w tenisa, albo też z kolegami w piłkę i lubię to robić, ale jest to hobby, na które nie zawsze sobie mogę pozwoli, bo w czasie przygotowania do walk skupiam się całkowicie na tym.

Futbol, kolejne sportowe zainteresowanie, wciągnął Artura również podczas niedawnych Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2018.

– Oglądałem mistrzostwa z zaciekawieniem. Wszyscy po nich krytykowali naszą reprezentację i oczywiście, nie ma co ukrywać, nie wyszedł im ten turniej. Musimy jednak pamiętać, że dla nas jako kibiców krytykowanie jest dość łatwe, a zawodnicy walczą o marzenia i dla nich to jest duża tragedia. Osobiście jestem więc daleki od wieszania na nich psów. Krytyka oczywiście być powinna, ale nie można też przesadzać i zamieniać jej w zwykły hejt, żeby nie zabrnąć za daleko. Dla piłkarzy zapewne były to trudne chwile, bo nie zaprezentowali się dobrze na tak ważnym turnieju, a przecież w eliminacjach pokazali, że potrafią grać. Warto zwrócić też uwagę na fakt, że Holandia i Włochy wcale się nie dostały na mundial, a mają jednak barwniejszą historię związaną z tym turniejem niż Polska.

Co ciekawe, Artur niegdyś był czynnym kibicem swojego lokalnego klubu piłkarskiego.

– Kiedyś chodziłem na stadion Ruchu Radzionków. Teraz natomiast jak już bywam na stadionie, to raczej po to, żeby samemu pograć. Jakiś czas temu miałem też przyjemność oglądać na żywo ostatnią kolejkę Bundesligi. Byłem w Wolfsburgu na meczu Kuby Błaszczykowskiego i przyznaję, że fajnie było znowu poczuć te stadionowe emocje. Trzeba mieć jakąś odskocznię, bo nie samym MMA żyje człowiek.

Odskocznią od mieszanych sztuk walki nie są natomiast dla Artura wakacyjne wyjazdy.

– Szczerze powiedziawszy nie jestem fanem wakacyjnych wyjazdów. Szczególnie tych dalekich np. w ciepłe kraje. Nie odczuwam potrzeby jechania na urlop. Mam to szczęście, że w życiu zajmuję się rzeczami, które kocham i nie odczuwam z tego powodu zmęczenia, które pchałoby mnie do wyjazdów. Wręcz przeciwnie. Czuję, że jeśli miałbym wyjechać gdzieś na dwa tygodnie tylko po to, żeby leżeć na plaży i się opalać, to miałbym wrażenie, że coś mi z mojego życia umyka. Na jeżdżenie może kiedyś przyjdzie jeszcze czas.

e

Ostatecznie wybierając jednak wyprawę w góry lub nad morze, Artur woli to co bliższe.

– Jako że jestem ze Śląska, bliżej mi do gór i muszę przyznać, że lubię tam przebywać. Nawet mam takie małe marzeni, żeby kiedyś kupić sobie tam domek. Ale pewnie gdybym miał bliżej nad morze, wolałbym kupić go właśnie tam (śmiech). Mówiąc natomiast o morzu, na co dzień tego nie odczuwam, ale gdy zdarzy mi się w końcu czasami tam trafić, to wówczas będąc na plaży i patrząc na ogrom wody, stwierdzam że tęskniłem za tym widokiem.

W wolnych chwilach były mistrz KSW lubi również obejrzeć dobry film.

– Właśnie skończyłem oglądać serial „Trzynaście powodów”, ale nie porwał mnie jakoś niesamowicie, była to po prostu przyjemna produkcja. Co jakiś czas natomiast lubię obejrzeć obydwie części „Psów” Władysława Pasikowskiego i muszę przyznać, że jest to dla mnie taka filmowa biblia. Do tego na pewno „Fight club” z Bradem Pittem. Chociaż muszę przyznać, że za pierwszym razem nie do końca zrozumiałem o co w tym filmie chodzi. Z czasem jednak wszystko mi się w głowie ułożyło i stałem się dużym fanem tej produkcji. Mam natomiast do nadrobienia filmy tworzone na bazie komiksów, które bardzo lubię.

A skoro filmy na bazie komiksów to i oczywiście same komiksy również Artura wciągają.

– Zdecydowanie jestem fanem komiksów. Jeśli zaś chodzi o książki, to lubię sobie posłuchać w trasie audiobooka. Z komiksów natomiast lubię takie standardy jak Batman i zdecydowanie wolę bohaterów i opowieści z kuźni DC Comics. Cenie je bardziej niż te wychodzące od Marvela.

Gry komputerowe natomiast są dla Artura czymś nowym, co pojawiło się w jego życiu całkiem niedawno.

– Nigdy nie byłem fanem gier, ale rok temu, żeby uciec przed wakacjami (śmiech) kupiłem sobie Playstation VR, które pokazał mi wcześniej znajomy. Gdy więc już kupiłem ten zestaw, miałem wymówkę, żeby na wakacje nie jechać. Co jednak zabawne, mimo dużej liczby ciekawych produkcji, od ponad tygodnia gram w „Sapera”. Mam więc dostęp do gier w wirtualnej rzeczywistości, a gram sobie w „Sapera” i podchodzę do niego bardzo ambitnie, bijąc kolejne rekordy szybkości w jego ukończeniu. Łapię się też na tym, że potrafię siedzieć nad tą grą do drugiej w nocy.

Artur swoimi zainteresowaniami lubi dzielić się również z fanami w mediach społecznościowych, Warto więc śledzić jego profile w tych miejscach, bo można tam trafić na sporo innych ciekawostek.

About Przemek Kosiński

Od czasów Pride i pierwszych gal KSW zakochany w MMA. Najwierniejszy fan na świecie Claudii Gadelhi. Poza tym fan Nate'a Diaza, Holly Holm, Caina Velasqueza i Macieja Jewtuszki.

Recommended for you

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *