Maciej Turski: Jesteś po ceremonii ważenia, a kompletnie tego nie widać. Mniejsze zbijanie kilogramów widać, że Tobie sprzyja i w tej odsłonie, w nowej kategorii wagowej czujesz się zdecydowanie lepiej.

Joanna Jędrzejczyk: I mam zdecydowanie większy biceps! Fizjoterapeuta się śmieje, że jest za co złapać, że mam trochę więcej mięśnia, bo do tej pory z tym było nieco inaczej. Mam siłę i energię, aby odnieść w sobotę sukces. Nie narzekałam do tej pory na restrykcyjną dietę i proces zbijania wagi, ale w tych przygotowaniach dostrzegłam różnicę. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo niszczyłam się psychicznie i fizycznie. Jak bardzo różnię się na finalnym etapie. Pod koniec tego okresu przygotowawczego byłam cała w skowronkach, w dobrym humorze i mniej złośliwa. Trenowałam mocniej i ciężej z każdym dniem. Potrafiłam trenować nawet trzy razy dziennie i czułam się z tym bardzo dobrze.

MT: Twój trener od przygotowania siłowego i kondycyjnego, Phil Daru, podkreślał, że po raz pierwszy mogliście się skupić na budowaniu prawdziwej siły. Mniejsze zbijanie wagi pozwoliło poszukać siły i nokautującego ciosu, którego do tej pory nie było.

JJ: To jest to, o czym przez wiele miesięcy mówił mój główny trener Mike Brown. On namawiał mnie do tego ruchu i wymienił mnóstwo przykładów zawodników, którzy w innej kategorii odzyskiwali swoje atuty i spisywali się znacznie lepiej. Ostatnią walkę w kategorii muszej odbyłam ponad cztery lata temu, jeszcze poza UFC. Na Cage Warriors w Wielkiej Brytanii znokautowałam Rosi Sexton i liczę na takie rozstrzygnięcie w sobotę, choć zdaję sobie sprawę, że będzie o to niezwykle ciężko. Mieliśmy okazję nad tym popracować, i sam dobrze wiesz, że to się przełoży na moją dyspozycję w trakcie walki. Nie sądzę, że tylko czysta motoryka, siła, praca z własnym ciężarem, ale przede wszystkim – my to nazywamy „life goals”, czyli imitacja walki w każdej płaszczyźnie, może przynieść największe korzyści.

MT: Czy otrzymałaś wskazówki od klubowej koleżanki Amandy Nunes, która przecież dwukrotnie mierzyła się z Shevchenko w UFC? Czy Twojemu sztabowi było łatwiej ułożyć plan taktyczny pod konfrontację z Kirgizką ze względu na te walki z Brazylijką?

JJ: Z Amandą mamy bardzo neutralną relację. Nie dostałam od niej jednak żadnych rad, ale wspieramy się wzajemnie. Jest również w Toronto, bo na gali walczy jej narzeczona Nina Ansaroff. Plusem jest to, że plan dla Amandy układali moi trenerzy – Katel Kubis oraz Mike Brown. Byłam gotowa na ten pojedynek zanim podpisałam kontrakt na walkę. Wiadomo, jesteśmy kompletnie innymi zawodniczkami z Amandą, ale na pewno to doświadczenie okazało się bardzo owocne. Dwa razy już ją pokonali, więc wiedzą, jak trzeba działać. Zmieniliśmy parę rzeczy, dostosowaliśmy plan taktyczny pod moje atuty i styl. Będę starała się walczyć na dystansie, korzystała z kopnięć frontalnych i dużo pracowała na nogach. Walki z przeszłości z Valentiną Shevchenko nie mają już tak naprawdę znaczenia. Jestem wdzięczna, że mogłam bić się z najlepszymi na świecie. Porażki uczą nas najwięcej, później staramy się stawać lepszymi każdego dnia. Spotykamy się teraz na zupełnie innym polu walki. Dłuższe rundy, dłuższy dystans. Stoczę już swoją dziewiątą walkę mistrzowską i pobiję rekord Rondy Rousey. Na to trzeba być gotowym psychicznie i fizycznie.

MT: W materiałach przygotowanych przez UFC widzieliśmy Valentinę trenującą z Rose Namajunas, a więc zawodniczką, która pokonała Cię dwukrotnie. Dostrzegasz w tym zagrywkę psychologiczną?

JJ: Nie przywiązuję do tego wagi. Z mojego doświadczenia wiem, że UFC często do tych cykli wykorzystuje materiały nagrane nawet kilka lat wcześniej. Zdaje sobie sprawę, że Valentina często podróżuje ze swoim trenerem, który jest również partnerem jej siostry, i właśnie z siostą Antoniną. Preferują taki podróżniczy tryb treningów. Myślałam, że zapytasz o treningi Valentiny z Cris Cyborg, bo to się faktycznie w tym okresie wydarzyło. Cyborg pod koniec roku walczy z moją klubową koleżanką Nunes o pas mistrzowski. Shevchenko natomiast jest ponad tymi gierkami. Ona jest niezwkle zdeterminowana, skupiona i głodna sukcesu. Spodziewajcie się naprawdę eksplozji w klatce. To będzie walka stulecia kobiecego MMA. Spotkają się przecież dwie bardzo utytułowane zawodniczki w stójce. Atmosfera w Toronto pokazuje, że zainteresowanie naszą walką jest ogromne. Mamy wszystkie atuty, żeby skraść show.

MT: Pierwszy raz będziesz biła się w UFC w kategorii muszej i pierwszy raz zmierzysz się z rywalką walczącą z odwrotnej pozycji. Dużo zmian trzeba było dokonać ze względu na leworęczną postawę Valentiny?

JJ: W trakcie treningów często zmieniam pozycję i lubię to robić. Faktycznie, jest zdecydowanie mniej zawodników, zawodniczek walczących z odwrotnej pozycji. Treningi i przygotowania nie były łatwe, ale zrobiliśmy wszystko, żeby odpowiedni się na to przygotować. Zawodnicy walczący z odwrotnej pozycji korzystają najczęściej przede wszysktim z prawego sierpowego i lewego prostego. Wydaje się, że mają nieco ograniczone możliwości. Jak będe uważała na te elementy, to będziemy w domu i zwyciężymy.

MT: Sporo o przyszłości… Warunkujesz swoje dalsze starty w MMA od rezultatu tej walki?

JJ: Miałam już w swojej karierze taki moment, w którym planowałam daleką przyszłość. Mam już to za sobą. W tym roku spędziłam siedem miesięcy w Stanach Zjednoczonych. Mam naprawdę mnóstwo obowiązków, również poza oktagonem. Kalendarz mam wypełniony na kolejne trzy, cztery miesiące. Walki jednak dla mnie zawsze były priorytetem. Jak słyszę o walce, to ucinamy wszelkie działalności. Nie myślę o końcu kariery. Mike Brown mi powtarza: „poczujesz, kiedy nadejdzie ten moment. Ciało da ci znak”. Nie chcę odchodzić na emeryturę i później wracać. Jak odejdę to już na dobre. Nie chodzi o pieniądze, ale przede wszystkim o ambicje. Cieszę się, że moi najbliżsi to rozumieją. Na starość pozostaną nam tylko wspomnienia.

MT: W sobotę czeka Cię niewątpliwie wielkie wyzwanie, ale proszę, odpowiedz tak po ludzku, bez owijania w bawełnę. Czy czujesz, że będzie to najlepsza odsłona Joanny Jędrzejczyk? Czy zrobiłaś wszystko, co w Twojej mocy?

JJ: Chcę przetestować siebie. Zrobię wszystko, aby wziąć ten pas. Wierzę, że faktycznie będę najlepsza. Dołożyłam wszelkich starań, żeby tak się stało. Po pierwsze, mam ogromną energię i czuję się doskonale. Po drugie, ja zawsze muszę w pewnym momencie paść na kolana, ze łzami w oczach, zakrwawiona i poczuć, że dotykam już ściany, że jestem już na krawędzi. I wtedy wstaję i idę dalej. Wychodząc do klatki, muszę mieć poczucie, że zrobiłam tyle, na ile było mnie stać. Nie chcę mieć wyrzutów sumienia, że coś zaniedbałam. Nakręcam się z każdą kolejną upływającą minutą. Nawet tata dzwonił i cieszył się, że może oglądać mnie w otwartej telewizji, że mówią sporo o walce. Także dziękuję również za spore wsparcie.

Walkę Asi z Valentiną obejrzeć będzie można między innymi na Polsat Sport. Transmisja od godziny 3:00.