News

Rozkminy przy kuflu #11: Sprawa ACA znów powraca, koniec pewnej epoki oraz smęcenie starego hejtera

on

Jeśli myślisz, że masz omamy, bo ostatni felieton był przecież niedawno, to możesz spać spokojnie – to nie białoruski bimber spowodował Twoje problemy ze wzrokiem, wszystko jest w porządku. Ostatnie dni przyniosły kilka istotnych wydarzeń, także zapinamy pasy i ruszamy w ekspresową podróż. 

Oczywiście w świecie MMA dzieje się ciągle coś, tutaj nie ma sezonów ogórkowych czy martwej ciszy. Niemniej w gąszczu trash-talku, bezsensownego pierdzielenia niektórych zbyt mocno obitych jednostek i buńczucznych zapowiedzi przeróżnych włodarzy przeróżnych federacji mogą umknąć ważne wydarzenia. Postarałem się wybrać subiektywnie najbardziej interesujące. Tak, dobrze usłyszałeś, subiektywne – pisząc felietony przestaję być obiektywny (o dziwo, potrafię taki być) i zamieniam się w subiektywnego, zrzędliwego marudę.

Absolute Championship Akhmat – nowa-stara federacja z nowym-starym logiem.

Od jakiegoś czasu nieustannie piszę o mariażu ACB z WFCA. Sprawa ta w istocie budziła kontrowersje. Jedni mówili, że ACB ma kupić Akhmat, inni zaś prawili, że ACB będzie wchłonięte przez WFCA. Rację mieli Ci pierwsi, ACB kupiło WFCA i dokonało malutkiego, tyciutkiego rebrandingu zmieniając nazwę na Absolute Championship Akhmat. Logo pozostało znajome. Pomimo rebrandingu gale zachowają ciągłość numeracji gal ACB – a to oznacza, że „pierwsza” gala ACA zostanie sygnowana numerem 91. Strona internetowa federacji także została już zmodyfikowana, rankingi pozostały jednak bez zmian.

Na takim połączeniu z pewnością stracą niektórzy zawodnicy – Karol Celiński będzie musiał prawdopodobnie poczekać na walkę o pas. Dlaczego? Ano dlatego, że prawdopodobnie mistrzowie ACB zawalczą z mistrzami WFCA. Może zabrzmi to mało patriotycznie, ale w tym wypadku bardzo mnie takie rozwiązanie cieszy. Niech najpierw wykrystalizują się rankingi, nowi mistrzowie i dopiero wtedy niech pretendenci walczą o pas. Ponoć to nie są ostatnie zakupy Khasieva – możliwe, że wykupi inne rosyjskie federacje. Można spekulować, że kolejnym zakupem będzie FNG, która również dysponuje ciekawą bazą zawodników.

Mistrzu, dziękujemy!

Mowa tu oczywiście o Mamedzie Khalidovie, który zakończył karierę po porażce z Tomaszem Narkunem – a w zasadzie przegrywając z nim dwie walki z rzędu. W tej części wpisu nie chcę skupiać się na całej karierze Mameda, chciałbym odnieść się do tego, jak wiele zrobił dla polskiego MMA.

Nie da się zaprzeczyć, że przez dłuższy czas walki Mameda zachwycały fanów – wydawało się, że poza UFC nie ma zawodników, którzy mogliby mu zagrozić. Porażka z Santiago była mocno dyskusyjna, remisy z Taberą czy Sakuraiem zdawały się jedynie wypadkami przy pracy. Kolejne ekspresowe wygrane – w pokonanym polu Irwin, Lindland, Taylor, Wallace, Grove, Manhoef, Falcao, Cooper, Materla – z tego grona tylko Cooper dotrwał do decyzji, reszta walk kończyła się ekspresowo. Mistrz KSW Michał Materla padł w pół minuty. Wydawałoby się, że na Mameda w KSW nie ma mocnych. Od tej walki jednakże wszystko zaczęło się psuć. Bardzo dziwna walka z Karaoglu, oskarżenia kierowane Mameda, jakoby miał tańczyć do hymnu Al-Kaidy przy którym wychodził Karaoglu do klatki – po tej walce pojawiły się nawet petycje domagające się deportacji Mameda. Dokładając do tego opinię Mameda o uchodźcach i kwestie wiary – z bohatera i ulubieńca stał się znienawidzony. Buczenie po walce z Borysem to ciemna strona gali na Stadionie Narodowym. Wcześniej Mamed dał błysk w walce z Barnattem na gali ACB 54, jednakże najwidoczniej był to łabędzi śpiew zawodnika z Olsztyna.

Pomimo porażek z Tomaszen Narkunem Mamed nie zaprezentował się w tych walkach źle – w pierwszej zdominował mistrza wyższej kategorii wagowej i dopiero w trzeciej rundzie Narkun zdołał wydrzeć Mamedowi zwycięstwo. Druga walka była wyrównana i werdykt budzi małe kontrowersje wśród fanów. Przejście na emeryturę jest poważnym ciosem nie tylko dla KSW ale także dla całego polskiego MMA – mam wrażenie, że takiego zawodnika jak Mamed już mieć nie będziemy. Pomijając kwestie światopoglądowe i religijne, pod względem sportowym Mamed osiągnął tyle, że zwyczajnie zasłużył na nasz szacunek i wdzięczność – to dzięki Mamedowi wiele osób zainteresowało się MMA.

Dlatego aż nóż w kieszeni otwiera się, gdy widzi się takie epitety jak „kozoje*ca”. Jeśli jesteś taki odważny, by obrażać – stań przed Mamedem i powiedz mu to w twarz. Wyjdź do ringu/klatki i w starciu jeden na jednego z trenującym zawodnikiem pokaż swoją odwagę – bo jak znam życie, taki cwaniak jest mądry tylko on-line albo mając za swoimi plecami kilku(nastu) równie niepełnosprawnych intelektualnie kumpli. Oczywiście pomijam kwestię, że Mamed zna język polski lepiej od tego typu patriotów – co doskonale widać w komentarzach. Jak to jest możliwe, że osoby najgłośniej drące mordę „Polska dla Polaków, tylko Polska, pamiętajcie o Wyklętych!” nie potrafią poprawnie złożyć w rodzimym, ojczystym języku jednego zdania? Jak to jest, że potrafią walnąć błąd ortograficzny nawet w swoim nazwisku? Dla nich największym życiowym sukcesem jest to, że przeszli z piwa puszkowego na butelkowe (bądź odwrotnie) – i jest to w zasadzie jedyna forma ewolucji na jaką ich stać. Tymczasem Mamed osiągnął niemało – i choć jest żal, że nie sprawdził swoich sił w UFC, to jest to tylko i wyłącznie jego decyzja, nikomu nic do tego. Osiągnął sukces, zdobył uznanie jako zawodnik – dziewięćdziesiąt dziewięć procent jego hejterów nie zarobi przez 10 lat tyle, co Mamed w rok. Na swój sukces ciężko zapracował, nikomu niczego nie zawdzięcza – wszakże umiejętności nie znalazł w paczce chipsów. Ale oczywiście wiadomo, najłatwiej krytykuje się z ciepłej kanapy, z puszką Tyskiego w łapie i miską chipsów z Biedronki na kolanach.

About Piotr Górski

Fan ACA (daw. ACB), FNG i innych rosyjskich federacji. Zwolennik hasła "Less show, more fighting".

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *