ACB

Rozkminy przy kuflu #8: Krajobraz po bitwach rosyjskich

on

W sobotę 8 września w Krasnodarze pod sztandarem ACB odbyła się długo wyczekiwana bitwa. Tydzień później, dzielni wojacy, tym razem pod szyldem UFC ponownie starli się w bitwie śmiertelnej, na polach Moskwy. Wojownicy stanęli do boju, trup słał się gęsto. Po skończonym boju triumfatorzy w glorii i sławie wrócili do swych domostw, otoczeni aurą wygranej. Kurz na placu boju zdążył już opaść, jednakże krajobraz po bitwach nigdy nie będzie już taki, jak wcześniej…

Licencja na program Strus 2.0 wygasła. Przywrócono starszą wersję.

Oglądając dotychczasową karierę Piotrka w ACB można było odnieść wrażenie, że to całkiem inny zawodnik od tego, którego pamiętaliśmy z niezbyt porywających występów w KSW. Strus 2.0 poddawał i nokautował swoich rywali, daleki był od kunktatorstwa. Przed kilkukrotnie przekładaną walką z panującym mistrzem, Alberem Duravem sporo osób widziało już Piotrka z pasem na biodrach, fetowała przedwcześnie triumf, w którym nasz rodak miał poddać lub znokautować rywala. Atuty i mocne strony Duraeva były przy tym dość mocno lekceważone. Tymczasem w sobotę Piotrek niestety zrobił wszystko, by tego starcia nie wygrać. Popisał się niebywałą wręcz odpornością na ciosy, jednakże to oczywiście zdecydowanie za mało, by móc marzyć o wygranej. Nie twierdzę, że Strus zaprezentował się słabo – zainkasował mnóstwo ciosów, zaliczył kilka nokdaunów, przetrwał trudne chwile – serce do walki pokazał olbrzymie. Jednakże samym sercem walki nie wygra i walcząc z takim zawodnikiem jak Maczeta, trzeba pokazać też ringową agresję, której tutaj niestety zabrakło.

Duraev wygrał walkę, pozostał mistrzem. Po walce zaś udowodnił, że jest mistrzem nie tylko w klatce, ale także poza nim. Udał się do szatni Strusa, podziękował mu za walkę, docenił umiejętności i wyraził nadzieję, że kiedyś dojdzie do rewanżu. Albert zyskał tym szacunek polskich widzów. Pokazał też niebywałą i coraz rzadziej spotykaną w tym sporcie klasę – zamiast obrażać rywala po walce, okazał mu szacunek.

Butla z tlenem raz czyli zapasy i kondycja potrzebne od zaraz!

O ile postawa Piorka była jeszcze w miarę dobra, to niestety, drugi nasz reprezentant na gali ACB 89, Daniel Omielańczuk wypadł dużo, dużo gorzej. Aliakbari klinczował Daniela, wykorzystywał znaczącą przewagę w umiejętnościach zapaśniczych oraz dużo lepszą kondycję. Brak zapasów i kondycji to jeden z największych grzechów Daniela – kilka walk w UFC przegrał z powodu tychże braków. Nie odmawiam Danielowi umiejętności. Potrafi wygrać z niezłymi rywalami – w końcu Alexey Oleinik to nie pierwszy lepszy Ziutek z Pragi, jednakże przegrane z takimi zawodnikami jak Hamilton wyglądają dość słabo. Ponoć walka ta miała być eliminatorem do pasa – i szczerze mówiąc, jeśli to prawda, to Mukhomad Vakhaev może spać spokojnie. Nie wyobrażam sobie, by Aliakbari był jakimkolwiek zagrożeniem dla aktualnego mistrza. Vakhaev walczy w listopadzie na jubileuszowej gali ACB 90, więc teoretycznie do takiego starcia mogłoby dojść, zdarzało się, że zawodnicy walczyli zdecydowanie częściej niż raz na dwa miesiące i nikt oczu ze zdziwienia jakoś nie przecierał. Daniel mógłby w przyszłym roku zawalczyć z Denisem Smoldarevem i to starcie miałoby sporo sensu – po pierwsze, łączy ich porażka z Aliakbarim, po drugie – przeplatają wygrane porażkami.

Powrót króla!

Marat Balaev w maju tego roku został zdetronizowany przez Yusupa Raisova w ich rewanżowym starciu. Porażka mistrza była zdecydowana, Raisov wziął krwawy odwet za poprzednią porażkę. Po walce Raisov przeszedł do dywizji lekkiej, więc sytuacja w wadze piórkowej jest teraz specyficzna. Pomimo braku Raisova jest to dalej niezwykle mocno obsadzona dywizja. Bataev, Balaev, Kokov, Machaev, Eskijew, Karakhanyan, Peduson – to nazwiska z top 10. W kolejce czeka też Polpudnikov, na debiut od miesięcy sposobi się Mirzaev. Sytuacja wygląda pasjonująco a to, co stało się na ACB 89 tradycyjnie jak na wschodnie MMA przystało, zagmatwała tą i tak poplątaną sytuację.

Balaev zmierzył się z Muradem Machaevem, dla którego była to druga walka w ACB. W debiucie na gali ACB 86 wypunktował Mukhameda Kokova i przed walką z Balaevem, rozbitym również w Moskwie, przez Raisova. Balaev pokazał jednak, że ostatniego słowa nie powiedział i w pięknym stylu rozbił Machaeva. Z kolei Kokov walczył z wysoko notowanym w TOP 10 Eskijewem – przed walką zajmował on trzecie miejsce. Kokov jednakże otrząsnął się po porażce z  Machaevem i wypunktował Eskijewa, co również było jasnym sygnałem, że broni składać nie zamierza. W Krasnodarze zawalczył również Adlan Bataev, znany głównie z wręcz epickiego pojedynku z Balaevem, który przegrał minimalnie na punkty.  Rywalem Adlana był Taigro Costa i sama walka była równie fascynująca, jak konkurs karaoke w domu spokojnej starości. Szczerze mówiąc, jeśli chcecie komuś pokazać, że MMA to bezpieczny sport i nikomu nie dzieje się w nim krzywda – to można mu puścić to własnie starcie. Wzajemne badanie się w stójce i ciosy wymierzane mniej więcej raz na pół roku – był to istny antypopis MMA. Jeszcze tydzień temu byłem wielkim zwolennikiem rewanżu Balaev vs Bataev, jednaże gala w Krasnodarze lekko zmieniła moje zdanie. W tym wypadku z chęcią obejrzałbym rewanżową walkę Kokova i Balaeva, natomiast Bataev powinien zmierzyć się z Machaevem – wygrana w tak słabym stylu nie powinna dawać prawa  do walki z wyżej notowanym zawodnikiem. Natomiast Eskijew mógłby spokojnie zawalczyć z przegranym z walki Polpudnikov-Peduson bądź Mirzaev-Ospanov.

Mistrz prawdziwy czy mistrz fejkowy?

Kto śledzi uważnie facebookowy profil MMA, ten wie, że od mniej więcej miesiąca trwa tam kuriozalna kampania pod tytułem „Adam Townsend na mistrza” lub też „Adam Townsend jedyny godny kandydat”. Fani, koledzy bądź też ludzie zatrudnieni przez Townsenda uporczywie przekonują, że to Townsend jest jedynym prawowitym pretendentem. Townsend ma w ACB bilans 2-1 (wygrał z Huseinem Kushagovem oraz Kieranem Joblinem, próżno ich szukać w rankingach ACB; przegrał natomiast z Arbim Agujewem). Fakt, miał zawalczyć z Brettem Cooperem, jednakże były mistrz wypadł z rozpiski ACB 88 i Townsend musiał zawalczyć z Joblinem. Potem nastąpiła lawina kontuzji – najpierw z walki o pas kategorii półśredniej wypadł czempion Berkhamov i zwakował pas. Rywalem Tumenova został były mistrz Cooper, który również wypadł; w jego miejsce został zaproszony Cairo Rodriques, który na gali ACB 86 niespodziewanie znokautował byłego (lub niedoszłego, jak kto woli) pretendenta (tak, wtedy również Berkhamov doznał kontuzji), Beslana Isaeva. Tumenov zmierzył się z Bad Boyem, znokautował go, został mistrzem. Jednakże na facebookowym profilu ACB swoje niezadowolenie wyraził Adam Townsend, nazywając Alberta „fejkowym mistrzem”. Cóż, może Adam dedukował w następujący sposób. „Miał zmierzyć się z Cooperem, a Cooper miał walczyć o pas, to dlaczego nie wzięli do walki o pas mnie?”. Logika to bardzo pokrętna, zważywszy na fakt, że Townsenda w rankingu ACB nie ma i jedyną walkę z zawodnikiem wysoko notowanym przegrał. Natomiast zachowanie fanów/kolegów/pracowników Townsenda nie można nazwać inaczej, niż żałosnym. Pomijając fakt, że spamują pod niemal każdym postem w stylu „#primetimechampion”, dopuszczają się czegoś zdecydowanie gorszego. Przykład? Proszę bardzo. Wywiad z Polpudnikovem, zawodnikiem wali piórkowej. Komentarz ze strony fana/kolegi/pracownika Townsenda? „Primetime rozbiłby tego pajaca”. Wpis o walce Abdulvakhabov vs Bagov III –  jaki komentarz ze strony spamerów? „Townsend pokonałby tych pajaców”. Serio? Pomijając fakt, że to zachowanie poniżej wszelkiej krytyki, to wyzywanie zawodników z niższych wag jest po prostu żałosne. Townsend powinien pokonać kogoś znaczącego. Liczę, że dojdzie do walki z Cooperem i wtedy Townsend udowodni swoją wartość w klatce, nie na fejsiku. Nie miałbym nic przeciwko walce Tumenova z Agujewem, który w przeciwieństwie do urojeń PrimeTime’a, jest PRAWDZIWYM pretentendem z odpowiednim w ACB rekordem i winstreakiem.

Do trzech razy sztuka!

Ali Bagov dwukrotnie walczył z Abdulvakhabovem i dwukrotnie musiał uznawać jego wyższość. W pierwszej walce padł po obrotowym kopnięciu, więc za bardzo powodów do gdybania nie było. Natomiast w drugiej walce radził sobie bardzo dobrze i tylko w skutek kontuzji został zmuszony do wycofania się z pojedynku. Swoją drogą – Bagov na dziesięć porażek aż pięć zaliczył w skutek różnego typu urazów i kontuzji, tak więc jego rekord nie do końca może oddawać jego pełne umiejętności. Abdulvakhabov wydawał się nie do ruszenia na tronie dywizji lekkiej – aż do grudnia zeszłego roku. Wtedy to Eduard Vartanyan o mały włos przegrał z urzędującym wówczas mistrzem. Wynik walki uchodził ze lekko kontrowersyjny. Bagov nie był widziany w roli faworyta, jednakże po wspaniałej walce, pełnej zwrotów akcji wziął upragniony rewanż i w trzeciej walce pokonał swojego oponenta. „Hulk” po walce był niesamowicie zmęczony (dołączył do klubu zawodników malowniczo haftujących po walce). W niczym to nie umniejsza jednak wiktorii Bagova, który może czekać teraz na wynik starcia Gadzhidaudov vs. Vartanyan. Jeśli wygrałby Eduard, to doszłoby do trylogii, ponieważ Vartanyan i Bagov spotkali się już dwukrotnie. Raz w skutek kontuzji wygrał Vartanyan, w rewanżu z kolei wygrał duszeniem zza pleców. Wynik walki na której dojdzie na ACB 90 pozostaje oczywiście kwestią otwartą – a triumfator niemal na pewno otrzyma możliwość walki o pas.

Czy to jawa czy sen?

Marcin Prachnio był zawodnikiem, na którego polscy kibice bardzo mocno liczyli. Cztery występy w ONE, cztery wygrane – w tym aż trzy przez nokauty. Fani ostrzyli sobie zęby, apetyty były duże. Debiut na gali UFC on Fox 28 wypadł tymczasem gorzej, niż źle. Tak słabej postawy można było doszukiwać się jedynie w spaleniu emocjonalnym, stresie – w końcu bieganie bez gardy i atakowanie bez jakiegokolwiek gameplanu nie może skończyć się dobrze (ponoć powiedział to Fabricio Werdum, kiedy wybudził się po srogim nokaucie z rąk Stipe Miocica). Prachnio zaliczył dwie porażki jednego wieczora – pierwszą reprezentować będzie czerwony kwadracik na sherdogu, druga jest nieporównywalnie gorsza. Porażka porażce nierówna, porażka po pięknym boju niejednogłośnym splitem wygląda inaczej, niż dać się znokautować jak uczeń. Z całym szacunkiem do Marcina, którego występy w ONE oglądałem z największą chęcią – ta walka była bardzo, bardzo słaba. Przed walką z Magomedem Ankalaevem nie mogłem być dobrej myśli – choć ten też zaliczył porażkę w debiucie, była ona dużym niefartem i błędem narożnika – odklepanie sekundę przed końcem walki, którą prowadziło się bezdyskusyjnie na punkty to jednak spore nieporozumienie. Ankalaev pokazał, że porażka z w debiucie była przypadkowa i pokazał to w sposób niezwykle brutalny. Druga walka, drugi raz nokaut – te statystyki nie wyglądają dobrze. Bardzo wątpliwe, czy Prachnio dostanie kolejną szansę na walkę w UFC i szczerze mówiąc, uważam, że Marcin powinien odbudować się poza federacją i jeśli ponownie przekona do siebie włodarzy UFC, spróbować szczęścia ponownie.

Polski książę podbija Moskwę!

Fani historii muszą obyć się smakiem, nie mam zamiaru opisywać czasów „wielkiej smuty”, dymitriad i planów osadzenia w Moskwie Władysława IV Wazy. Janek Błachowicz odniósł czwarte zwycięstwo z rzędu, poddając w niezwykle efektowny sposób Nikitę Krylova. Po walce Janek dał do zrozumienia, że interesuje go walka o pas. Mając cztery kolejne wiktorie z rzędu takie marzenia są całkowicie zrozumiałe, mało kto w kategorii półciężkiej może poszczycić się taką passą (wróć, szklana kula właśnie mi podpowiedziała, że takiej passy nie posiada aktualnie nikt uwzględniony w rankingu). Po pierwszych walkach i bilansie 2-4 na Janka spadła fala krytyki – mniej lub bardziej zasłużonej. Książę w iście szlacheckim stylu przetrwał wszystkie kalumnie, hejty i wyzwiska i pokazał, że wysyłanie go do ponownej walki o pas KSW ma tyle samo sensu, co tworzenie Wartburga 1.3 w schyłkowym okresie funkcjonowania zakładów w Eisenach. Odrodzenie Janka zaczęło się na gali UFC w Gdańsku, swoje aspiracje przypieczętował w Moskwie. Miejsce Janka jest w największej federacji na świecie i nie ulega to wątpliwości. Doceniam fakt, że nie uwierzył, że UFC jest w dupie tylko poszedł, by przekonać się jak zaprezentuje się na tle najlepszych. Zamiast ciepłej posadki i wesołego obijania trzeciego sortu zawodników podjął ryzyko – i za to szacun. Miejmy nadzieje, że w kolejnej walce Janek pokaże, że czołowe miejsce w rankingu TOP 15 nie jest przypadkowe.

About Piotr Górski

Fan ACB, FNG i innych rosyjskich federacji. Zwolennik hasła "Less show, more fighting".

Recommended for you

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *