News

Marcin Tybura: Dwie porażki z rzędu powodują, że muszę budować wszystko od początku

on

Marcin Tybura wrócił już do Polski po swojej ostatniej walce w UFC, w której musiał uznać wyższość Derricka Lewisa. W wywiadzie udzielonym dla Macieja Turskiego z Polsatu Sport zapewnił, że wyciągnie wnioski z tej porażki i w przyszłości będzie znacznie lepiej.

Maciej Turski: Na twarzy sporo uśmiechu, ale można powiedzieć, że to trochę śmiech przez łzy. Na pewno po walce z Lewisem jest spory niedosyt…

 

Marcin Tybura: Na pewno jest niedosyt. Uśmiech jest, bo wróciłem do Polski jestem cały, zdrowy i dalej mogę trenować. Popełniłem błąd, który kosztował mnie porażkę. Wiedziałem, że będzie szukał w rozerwaniu klinczu swojej okazji i trenerzy mnie na to uczulali przed walką. Koniec sami widzieliście.

 

Lewis taktycznie nie zaskoczył. Zrobił wszystko zgodnie z przewidywaniami, ale był w tym niezwykle skuteczny.

 

Zrobił wszystko, czego po nim się spodziewałem. Po swoich szarżach zwalniał tempo walki, jak byłem z góry wydawało się, że ciężko oddychał, ale też pewnie odpoczywał w tych momentach. W trzeciej rundzie zdawałem sobie sprawę, że pojedynek idzie na moją korzyść i nie chciałem ryzykować walki w dystansie. Skróciłem walkę, wszedłem do klinczu. Nie wiem dokładnie czy to był błąd, ale może zrobiłem to za wcześnie?

 

Czy Lewis to najmocniej bijący zawodnik, z którym do tej pory miałeś okazję rywalizować?

 

Bił naprawdę mocno. Ciosy przyjmowane na głowę to jedno, ale cios, który posłał mnie na deski wszedł prosto na szczękę i dlatego tak się skończyło.

 

W sytuacji kończącej pojedynek, pod siatką, zabrakło nieco koncentracji?

 

Skupienie uwagi rozmyło się na chwilę i nie sądziłem, że w tym momencie może mnie trafić jakimkolwiek ciosem. Jeszcze nie analizowałem tej walki szczegółowo, ale akurat te momenty uczulali mnie trenerzy. Miałem się bronić przy rozerwaniu klinczu, a tego nie zrobiłem.

 

Nie ma co ukrywać, że przygotowania do walki z Lewisem były nieco „szarpane”. Miałeś wylecieć do Stanów, ale ze względu na problemy z wizą trochę się to odłożyło w czasie. Dodatkowo na forach internetowych fani odliczali kolejne porażki zawodników amerykańskiego klubu z Albuquerque Jackson Wink MMA. Myślisz, że te czynniki miały wpływ na Twoją dyspozycję?

 

Było sporo zawirowań, ale ja nie szukam wymówek. Czułem się dobrze przed walką, a w trakcie pojedynku miałem sporo sił jeszcze w trzeciej rundzie. Do trenerów nie mogę, i nie mam, żadnych pretensji. Oni wiedzieli doskonale, w których momentach walki Lewis może mi zagrozić. Sam popełniłem błąd. Klub nie ponosi żadnej winy za porażkę i kolejne przygotowania też planuje tam przeprowadzić.

 

Twój menadżer powiedział, że od Ciebie zależy decyzja, kiedy będziesz chciał wrócić do oktagonu. Planujesz dłuższą przerwę od startów?

 

Po zakończeniu walki pojawiła się taka refleksja, ale w samolocie już myślałem zupełnie inaczej. Lubię trenować, lubię przygotowywać się do kolejnych pojedynków. Jeszcze nie wiem, co się wydarzy. Poczekamy na znak od UFC i podejmiemy decyzję.

 

Nie ma co ukrywać, że Twoja pozycja w UFC nieco się pogorszyła i walka o pas mistrzowski znacznie się oddaliła.

 

Na pewno walka o tytuł się nie przybliżyła… Jak bardzo się oddaliła? Też tego nie wiem. Dwie porażki z rzędu powodują, że muszę budować wszystko od początku. Staram się myśleć pozytywnie i nie zaprzątam sobie głowy myślami na przykład o zwolnieniu z organizacji. Mam trudniejszy okres w karierze, ale będzie lepiej w przyszłości. Wszysto jest do dopracowania!

Cały wywiad możecie zobaczyć TUTAJ.

About Przemek Kosiński

Od czasów Pride i pierwszych gal KSW zakochany w MMA. Najwierniejszy fan na świecie Claudii Gadelhi. Poza tym fan Nate'a Diaza, Holly Holm, Caina Velasqueza i Macieja Jewtuszki.

Recommended for you

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *